10 lutego 2016

Naucz mnie Szekspirem:
"Kochając pana Danielsa" Brittainy C. Cherry

Zakazane romanse zawsze mnie pociągały, szczególnie w książkach, filmach i serialach. Wśród wszystkich rodzajów wyjątkową sympatią zapałałam do relacji wykładowca-studentka/nauczyciel-uczennica.
~ * ~


Tytuł: Kochając pana Danielsa
Tytuł oryginalny: Loving Mr Daniels
Autor: Brittainy C. Cherry
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: czerwiec 2015
Liczba stron: 432
Natalia - ocena: 7/10

Gdy pierwszy raz usłyszałam o książce Brittainy C. Cherry, nie bardzo mnie zaciekawiła. Przyznaję jednak, że nie wczytałam się wówczas w opis. Niewiele później zorientowałam się, że książka nie tylko przedstawia jeden z moich ulubionych rodzajów romansów, lecz też nawiązuje do twórczości Shakespeare'a. To wystarczyło, by mnie przekonać. Znajomy wygrał ją dla mnie u Cyrysi i już w sierpniu zaczytywałam się w niej przy towarzyszącej morskiej bryzie. 

Po śmierci siostry bliźniaczki Ashlyn matka wysyła ją do ojca mieszkającego w innym mieście. Dziewiętnastoletnia dziewczyna zostaje zmuszona stawić czoła zupełnie nowemu miejscu, nowym ludziom i nowej szkole, nie pozbierawszy się jeszcze po osobistej tragedii. Na dworcu poznaje tajemniczego Daniela, pasjonata twórczości Shakespeare'a, który zaprasza ją na koncert swojego zespołu. Ich romans rozpoczyna się niewinnie, ale zapowiada istne fajerwerki. Do czasu, gdy obydwoje spotykają się w szkole, w której Ashlyn ma zaliczyć ostatni rok. I w której przystojniak ze snów nie jest już Danielem, a panem Danielsem.
Jak potoczy się ich historia miłosna? Czy mają szansę na szczęśliwe zakończenie, czy też podzielą los Romea i Julii?

Z pewnością wielu z Was czytało "Pułapkę uczuć". Jeśli jednak jakimś cudem jeszcze nie sięgnęliście po ten tytuł, szybko to nadróbcie. Zastanówcie się jednak, którą książkę przeczytać w pierwszej kolejności - autorstwa Colleen Hoover czy jednak Brittainy C. Cherry, bowiem obie są dość podobne fabularnie. Powtarza się tragiczny powód zmiany miejsca zamieszkania, powtarza się zakazany romans na linii uczennica-nauczyciel, powtarza się liryczność historii, mimo że w obu książkach ta ostatnia ujęta jest w zupełnie inny sposób.

Uwielbiam Shakespeare'a. Pisałam z niego pracę maturalną do matury ustnej, broniłam go w liceum podczas przemów, które wygłaszaliśmy podczas lekcji języka polskiego, i w końcu szukałam - i ciągle szukam - odnośników do jego twórczości w literaturze współczesnej. Dlatego sięgnęłam po "Kochając pana Danielsa". I zapewne dlatego trochę rozczarowało mnie wykorzystanie tego motywu. 
Powód jest prosty. Nie spotka się na ulicy faceta w wieku 22 lat, który zna na pamięć wszystkie utwory Shakespeare'a i rzuca nimi jak asami w rękawa w nawet najzwyklejszej rozmowie. A co dopiero dwudziestodwulatek recytujący kolejne wersy podczas zbliżenia z bohaterką płci przeciwnej. 
Nie, nie i jeszcze raz nie. To kompletnie nierealne, nawet dla takiej romantyczki jak ja.

Na szczęście sama historia bardzo mocno nadrabia niedoróbkę szekspirowską. Poruszone przez autorkę tematy - nie tylko problem godzenia się ze śmiercią w rodzinie, ale też odosobnienia, szukania własnej kotwicy w nowym otoczeniu, odbudowywania zaufania - są coraz rzadziej oryginalnie ujmowane. Tutaj włączenie w problematykę Shakespeare'a tchnęło w nie nowe życie. To jest chyba główny plus nawiązania do twórczości słynnego dramaturga. 

Skupiając się dla odmiany na bohaterach - do dziś nie wiem, co sądzić o Ashlyn. Raz zachowywała się niezwykle dojrzale, by dosłownie kilka stron dalej na powrót stać się dzieckiem. Daniel też zdawał się często kompletnie niepewny sytuacji, w której się znalazł. Obydwoje przeszli podobne tragedie - mimo że różnic mogłabym zliczyć więcej niż mam palców u dłoni - i to sprawiło, że znaleźli siebie nawzajem. Wciąż z tej dwójki to Daniel Daniels jest postacią, której łatwiej współczuć i kibicować. Ashlyn po prostu momentami denerwuj. Na szczęście tylko momentami. Daniel jednak... cóż, też mu się zdarzało, ale cala romantyczna otoczka i tajemnica spowijająca tragedię jego rodziny sprawiły, że do niego lgnęłam. To chyba najlepszy chwyt na kobietę, nie? Daj mi faceta, który potrzebuje pocieszenia, a ja mu je podaruję. Szczególnie gdy sypie cytatami z twórczości Shakespeare'a - nawet jeśli wciąż uważam to za kompletnie nierealne zachowanie.

Wiem też, że New Adult to gatunek skupiający się na tym, jak osoby w wieku 20+ radzą sobie z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości - bliższej lub dalszej. Tutaj jednak miałam wrażenie, że tych tragedii było po prostu za dużo. Trzeba mieć wyjątkowego pecha, by napotykać je co drugi krok.

Plus dla grafika oryginalnego wydania oraz polskiego wydawnictwa za zachowanie okładki, jako że kompletnie nie zapowiada ona tego, co znajdziemy w środku

Jeśli liczyliście na przyjemny romans między uczennicą i nauczycielem, to przygotujcie się również na burzę emocji, jaką wyzwoli w Was ich nieustanna walka z przeciwnościami losu. "Kochając pana Danielsa" to kolejna książka New Adult, kolejna poruszająca tematykę zakazanego związku, kolejna powieść o okładce, która potrafi kompletnie zmylić potencjalnego czytelnika. 
Czytaj, jeśli lubisz pokonywać kolejne kłody rzucane pod nogi bohaterów wraz z nimi. 
Czytaj, jeżeli lubisz uronić łzę. 
Czytaj, jeżeli lubisz romantycznych facetów, recytujących w łóżku poezję.